The Company (wersja 2)

Towarzystwo

ł»ebracy bogacą się, a dzieci kradną czeki
Z kieszeni rozbitków leżących na dnie
Taka była ma przyszłość i to jeszcze wczoraj
Niepewny przeszłości co wciąż dusi mnie

Kupujesz mi drinka
I myślisz, że prawo masz
Buszować w mej głowie i duszę mą gnieść
Mówisz: „Rób, co chcesz”, a pragniesz, bym zgodził‚ się
Wyprzedać swe sny, bo to opłaci się mi

Mówisz, że piłem znów, potem zaciągasz się,
Pewien, że nadal i rację, i władzę masz
Nad swymi zmysłami, ja z ciebie śmieję się
Od twych nieszczerych banałów rzygać mi się chce

Szybciej zrozumiesz, że w końcu szczęście swe mam
Jeśli pozwolisz, bym wśród swoich żył‚
Towarzystwo moje to solidny gość
Godny zaufania, bezpośredni i szczery
Ułożony, doświadczony, wesoły i tyle
Więc odczep się wreszcie
To jestem ja sam

O chłopcy, pijcie więc tu
Na wzgórzu, zanim szczyt wypadnie wam spod nóg
Za towarzystwo, dla towarzystwa
Za nie wciąż pić, aż przyjdzie nasz czas